Jak ubrać się na rower?

ale rower dobry cx

Zarówno na imprezie jak i biegając czy jadąc rowerem lubię czuć się dobrze i swobodnie w tym, co mam na sobie. Jakoś nigdy nie zwracałam uwagi na to, co modne. Kupując jakikolwiek ciuch musiał mi wpaść w oko i koniecznie być wygodny. Dobierając ubiór na rower także kieruję się tymi zasadami jednak biorę również pod uwagę ich funkcjonalność.

W zależności od planowanego dystansu, warunków atmosferycznych i prognozach na najbliższych kilka godzin/dniJ staram się go dobrać optymalnie. A jednak nie zawsze się udaje. Bywa ze ubiorę się zbyt lekko i wtedy marznę, a w moim przypadku jest to wielki dyskomfort gdyż mam problemy z „ogrzewaniem”…podobno morsowanie ma mi w tym pomóc, czas pokaże.

Zdecydowanie łatwiej, kiedy ubiorę się za ciepło, wtedy mogę coś z siebie zrzucić… Czyli praktyczne ubieranie się „na cebulkę”. Jednak kwestia dobierania stroju jest bardzo indywidualna i zależna od wielu czynników.

Wariant I… piękna słoneczna pogoda. Co tu dużo pisać, ma być lekko, wygodnie i przewiewnie. Minimalistycznie pod każdym względem. Spodenki rowerowe – zazwyczaj najkrótsze z mojej kolekcji, koszulka nie koniecznie typowo rowerowa, ale sprawdzona i dobrze odprowadzająca pot. Na ciepłe dni często wybieram trasy górzyste, wysiłek przy podjeździe wiąże się z wzmożoną potliwością organizmu.

Wariant II… niepewnie. Czyli właściwie nie wiadomo jak się ubrać i tu zawsze mam problem i często nie trafię. Jednak staram się zabrać coś na wszelki wypadek, kurtka w razie gdyby zaczęło padać, bluza gdyby się schłodziło. No właśnie staram się, a jednak wczoraj mi dolało, niebo było lekko pochmurne jednak nie wyglądało to na chmury deszczowe. Zabrałam w rezerwie tylko bluzę. Jednak już po ok. 6 kilometrach okazało się, że właściwsza byłaby kurtka przeciwdeszczowa. W sumie nie daleko można się wrócić, liczyłam jednak, że przejdzie… Na szczęście padało przelotnie, a ciepła temperatura sprawiła, że wszystko szybko na mnie wyschło. Przecież ciepły letni deszcz nie przeszkodził mi w dalszym pokonywaniu zaplanowanej trasy.

Wariant III… jesiennie/wczesna wiosna. Pogoda bardzo zdradliwa. Tu znów niezawodna metoda „na cebulkę”. W zanadrzu coś na deszcz, czapka, coś pod szuje lub uniwersalny „komin” i rękawiczki. Ponieważ palce w stopach i rękach zawsze najszybciej mi marzną i najciężej jest mi je rozgrzać staram się je dobrze zabezpieczyć, oraz ruszać nimi w czasie jazdy. Mimo że jest pogodnie i przyjemnie temperatury bardzo szybko się zmieniają, czasem zaczyna nagle padać. Wjeżdżając na jakaś przełęcz jest gorąco, ale przy zjeździe można się porządnie przeziębić. Dlatego tak ważne jest dla mnie odprowadzenie wilgoci, aby nie „zmarznąć” przy często bardzo szybkim zjeździe.

Wariant IV… zima/mróz. Wbrew pozorom nie trzeba się wcale ciężko ubierać. Wystarczy odpowiednia izolacja przed stratami ciepła. Odzież/ bielizna termoaktywna, warstwa najbliższa ciału pozwala cieszyć się ciepłem, uczuciem suchej skóry i ogólną wygodą. Szczególnie zima ma to ogromne znaczenie, kiedy każda strata ciepła może być mocno odczuwalna. W miarę możliwości staram się ubierać luźniej, aby strój w żaden sposób nie ograniczał mi ruchu. Warstwa zewnętrzna chroni przed mrozem jak i często izoluje przez zimnym wiatrem, oraz wilgocią, np. z błota pośniegowego. Warunki na drodze często potęgują wysiłek i mimo minusowych temperatur można się nieźle napocić, a nawet przegrzać.

Na rynku jest ogromny wybór produktów, które mają nam pomóc czuć się dobrze robiąc to, co kochamy. To, co mamy na sobie i w czym nam dobrze, funkcjonalnie i wygodnie to bardzo indywidualna kwestia. Każdy musi na sobie wypróbować różne opcje, materiały. Dopasować „drugą skórę” do własnego ciała…

Jednak ważniejsze jest to, że chcemy się ruszać i spędzać aktywnie czas. A do tego nawet najlepiej zaprojektowany i spełniający wszystkie wymagania produkt nie jest nam potrzebny.

You Might Also Like

Back to top